niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział I

-Katy! Pośpiesz się! Ile mam na Ciebie czekać?! - krzyczałam z kuchni do mojej siostry. Katy miała dziesięć lat, brązowe włosy oraz zielone oczy. Odkąd zginęli nasi rodzice, opiekuje się nią. Beze mnie by sobie nie poradziła, a pozatym bardzo ją kocham.
-Idę już, idę, biorę tylko kółko do pływania! - Wykrzyczała z góry Katy.
-Ehh te dzieci - Odparłam i ruszyłam  do garażu spakować swoje rzeczy do auta. Miałam już prawko, chociaż w dzisiejszych czasach trudno o nie zwłaszcza gdy ma się szesnaście lat. No ale cóż, postarałam się.
-Azaria - Powiedziała Katy - Możemy to wziąść?
Obróciłam się do niej i to co zobaczyłam rozbawiło mnie po uszy. W rękach trzymała wielkiego, dmuchanego żółwia do pływania, który miał zeza i wystawiony język jak u psa. Ten widok - poprostu bezcenny. Zaczęłam się śmiać.
-Jasne Katy, wsadź go. Będzie on wspaniałym okazem do rozśmieszania ludzi.
-Dzięki siostrzyczko - odparła i wrzuciła go do bagażnika. Zamkłam jeszcze drzwi od domu i wsiadłam za kierownice. Wjechałam na autostradę i zmierzałam w kierunku jeziora. Jechałyśmy do Delphic Lake - najwspanialszego i najchętniej odwiedzanego przez turystów jeziorka w Kanadzie. Podobno ma ono jakieś właściwości lecznicze, ale nigdy nie przekonałam się o tym. Pewnie jakieś zabobony. Jedynie Katy w to wierzy. W końcu to jeszcze dziecko. Po długiej drodze nareszcie wjechałyśmy przez wjazd z napisem : Witamy w Delphic Lake. Życzymy udanej kompieli ! i zajęłam miejsce na parkingu. Latem trudno o nie, ponieważ przyjeżdżają tu ludzie z całego świata. Poszerzali ten parking już chyba z cztery razy. No ale cóż, dzisiaj widocznie mam szczęście. Wysiadłyśmy z auta, wzięłyśmy swoje rzeczy i poszłyśmy nad jezioro. I nie uwierzycie - znowu miałam szczęście! Znalazłyśmy superowe miejsce przy drzewie z kawałkiem cienia. O tej godzinie znaleźć miejsce to normalnie cud. Rozłożyłyśmy kocyk, posmarowałyśmy się olejkiem i poszłyśmy się pokompać. Oczywiście Katy musiała wziąść tego cholernego żółwia, żeby wszyscy się na nas gapili... ale dobra pomińmy to. Było całkiem nieźle. Odbijałyśmy piłkę, pływałyśmy i nurkowałyśmy. Katy nawet znalazła pięć dolarów pod wodą... Czas mijał nam bardzo szybko. W pewnym momencie stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne. Wzięłam siostre za rękę i poszłyśmy do baru " Blue Lagune". Zamówiłam sobie kebaba, a siostra wzięła zestaw dla dzieci. Posiedziałyśmy tam chyba z godzine, gdy Katy zaproponowała:
-Może pójdziemy się przejść do lasu? Tam nie będzie takiego upału, a mi się już nie chce siedzieć pod tym drzewem.
-Dobrze Katy, pójdziemy, tylko dokończ te frytki.
-Nie dam rady. Żołądek już nie współpracuje ze mną.
-Ha! Mówiłam żebyś wzięła mniejszy zestaw. No ale okey, chodźmy się przejść.
-Okey!
Wyszłyśmy z baru i poszłyśmy w stronę lasu. Było tam na tyle fajnie, że mało ludzi się w nim kręciło. W połowie drogi zobaczyłam, że jakiś dziwny facet idzie za nami od dłuższego czasu. Chyba nas śledzi. Postanowiłam więc skręcić w inną dróżkę i przyspieszyć kroku. Kurde, nic z tego, dalej za nami szedł i był znacznie bliżej.
-Katy weź mnie za rękę i nie odwracaj się. Poprostu idź...
-Co się stało?
-Nie wiem, ktoś nas chyba śledzi. Chodź biegniemy!
Wzięłam ją za rękę i zaczęłyśmy biec. Niestety ten koleś też... Gdy tak uciekałyśmy Katy nagle się potkła.
-Wstawaj, szybko! - Powiedziałam do niej, ale było za późno... facet ją złapał. Był wysoki i barczysty. Miał białe włosy i szare oczy. Nie wyglądał na normalnego człowieka.
-Azaria! Pomocy! - Krzyczała Katy.
-Puść ją ty dupku! - Krzyknęłam do niego i zaczęłam iść w jego stronę.
-No, no. Zadziorna z Ciebie dziewczynka. Twoja siostra chętnie mi się przyda, a Tobie radze nie podchodzić - Odwrócił się i ruszył w głąb lasu. O nie! Teraz to się wkurzyłam. Żaden dupek nie będzie traktował tak ani mnie, ani mojej siostry. Rzuciłam się na niego, ale odepchnął mnie z nieziemską siłą.
Poleciałam na drzewo. Mroczki pojawiły mi się przed oczami. Zobaczyłam jeszcze tylko jakiegoś chłopaka, który przybiegł i próbował uwolnić Katy, a potem pochłonęła mnie ciemność.

Prolog

Gdy szliśmy razem przez las, zastanawiałam się, kim on tak naprawde jest.
Nigdy nie mówił zbyt wiele o sobie, zawsze był arogancki i tajemniczy w stosunku do mnie.
Zawsze, ale to zawsze. Nie wiedziałam jak z nim rozmawiać, aby wyciągnąć cokolwiek od niego.
Wiedziałam jedno, że coś ukrywa - jakiś przerażający sekret.
Zastanawiałam się również, czemu tak świetnie widzi w nocy i dlaczego nigdy nie ściąga podkoszulka.
Były takie straszne upały, a on nic... jak się go pytałam o to, to od razu zmieniał temat.
Czasami wmawiałam sobie, że czyta on w moich myślach... nie, to niemożliwe.. a może jednak?
Za każdym razem gdy do niego się zbliżałam, on mnie odpychał... dlaczego?
Czyżby, aż tak mnie nienawidził? Nie wiem tego.. może jakby się bardziej otworzył, wiedziałabym
co o mnie sądzi. Czuje, że go chyba ... kocham. Ale ciiii - nie mówcie mu tego...
Ciekawe, czemu on ściga tego samego człowieka co ja.. co on mu zrobił, że tak bardzo chce się zemścić?
Nie wiem, poprostu nic nie wiem! Nic nie wiem...

Zapowiedź

Zadam Ci proste pytanie: Co byś zrobił dla miłości?. Większość ludzi, których o to pytam odpowiada, że wszystko - ja również.

Jestem Azaria, mam szesnaście lat i mieszkam sama z siostrą. Moi rodzice zginęli kilka miesięcy temu w wypadku samochodowym. Próbuje o tym zbytnio nie myśleć i się udaje dzięki mojej kochanej siostrze. Niestety pewnego dnia jakiś dziwny typek porwie ją, a ja zrobie wszystko żeby ją odnaleźć. Od tego momentu całkowicie zmieni się moje życie.